Nie wiem czy kiedykolwiek pisałam, ale jeśli nie, to już to nadrabiam… Jestem studentką zootechniki na SGGW w Warszawie. Są to studia wieczorowe ze specjalizacją, pod jakże pięknym tytułem „hodowla koni”. Żeby jednak nie było zbyt kolorowo, sama specjalizacja nie oznacza, że uczymy się tylko o tym co Nas ściśle interesuje, ale także przerabiamy program zootechniczny – czasem minimalnie okrojony, ale jednak.
Jedną z zalet kierunku (przynajmniej jak dla mnie) są jazdy konne pod okiem trenera klasy mistrzowskiej, pana Wacława Pruchniewicza. Z jazdami i ich prowadzeniem bywa różnie (można z tych nauk wynieść naprawdę wiele – wszystko zależy od chęci i podejścia), choć w głównej mierze istotnym czynnikiem jest ilość osób na hali… tak samo jak nikt nie lubi tłoku i korków na drogach, tak i z jeździectwem jest podobnie. Do czego jednak zmierzam?
Dwa dni temu, tj. w czwartek, po raz kolejny byłam na jeździe i muszę przyznać, że tak dobrze mi się bardzo dawno nie „pracowało”. Tak lekko, przyjemnie, bez większego wysiłku… Dogadanie się i późniejsze, jako takie, „poskładanie” konia nie trwało zbyt długo, po prostu wodze trzymane niemalże w dwóch palcach – czyli nic w rękach, brak szarpaniny z ponad 600kg zwierzem, a współpraca z nim, wpływa pozytywnie na własne samopoczucie i samoocenę, że jednak czasem coś wychodzi… :) Uwielbiam ten sport!
A teraz zupełnie z innej beczki, bo wcześniej jakoś pominęłam, a niesłusznie – może dlatego, że dużo się ostatnio w moim życiu dzieje, jest ono na stałych, wysokich obrotach i odczuwam stanowczy brak czasu na wszelakie przyjemności lub chociażby na spokojne posadzenie tyłka przed komputerem w celu obmyślenia wpisu… A więc wracając do sedna sprawy: 29-ego grudnia 2008 roku, tj. w poniedziałek, odbyło się kolejne już #blipiwowawa (czyli jak można się domyśleć: piwne spotkanie użytkowników Blipa – o tym serwisie pisałam już tutaj – z okolic Warszawy), a pierwsze na które się wybrałam. W tym miejscu chciałabym napisać, że bardzo miło mi było Was poznać na żywo, a nie tylko przez „szklaną szybę” monitora.
Bardzo spóźnione #dziękizawczoraj, ale za to naprawdę szczere. W życiu bym nie pomyślała, że można tak dobrze się bawić w gronie, bądź co bądź, nieznajomych… :)