Historii reklamacyjnej finał…

Nawiązując do mojego poprzedniego wpisu, dziś cała sprawa nabrała nowych barw…
Jeszcze wczoraj dzwoniłam do sklepu, by dowiedzieć się na czym stoję, ponieważ przed świętami chcę mieć komputer (ten lub jakiś zastępczy) u siebie. Sprawa nie wyglądała za ciekawie, jak usłyszałam: Udało Nam się odzyskać Pani laptopa, mogę go Pani zwrócić, ale jak na razie nadal z ową niebieską linią na matrycy. Nie zostanie ona wymieniona, póki Intel (gwarant w tym momencie) nie załatwi sobie nowego serwisu…. Wściekłam się jednym słowem i biłam z myślami, co mam zrobić. Jechać dziś do nich, odebrać lapka i zastanawiać się, czy będą o mnie pamiętać, czy zostawić nadal sprzęt u nich…

Podjęłam decyzję o odebraniu dziś swojej własności (o czym uprzedziłam wczoraj sklep podczas rozmowy telefonicznej). W obecności „silnego wsparcia” , pod postacią mojego taty (niestety byłby mały problem techniczny wziąć same jego ramię i jak to sam zainteresowany skomentował: Co byś wzięła samą rękę i powiedziała: nie chcesz widzieć Pan reszty… :P – jednak jego poczucie humoru jest powalające) wkroczyłam dziś do sklepu. Pan załatwiający całą moją sprawę od razu mnie zauważył i jeszcze nie zdążyłam powiedzieć dzień dobry, a już otrzymałam informację, że wymienił sam matrycę na nową. Przeprosił za całe to zamieszanie i podziękował za naprawdę dużą cierpliwość, którą się w stosunku do nich wykazałam…

Jestem szczęśliwa, bo moje sprzęcicho (całe i „zdrowe”) wreszcie jest tam, gdzie jego miejsce – w moich łapkach.

This entry was posted in Gadżety, Prawdziwy świat and tagged , . Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>